Wspieraj nas!
Wspieraj nas!

„Pierwsze kroki”

Sezon 2 Odcinek 8

Spotkanie z Olą, współzałożycielką It Matters, inicjatywy która porusza problemy zdrowia psychicznego wśród ludzi młodych. Ola opowiada o własnym kryzysie, który doprowadził ją do próby odebrania sobie życia.

Witam wszystkich. Nazywam się Michał Stankiewicz. To jest już 2 sezon podcastu Przywróceni życiu. W tym sezonie rozmawiam z osobami, które przeżyły próbę samobójczą, ale również rozmawiam z osobami, które przeżyły kryzys zdrowia psychicznego na tle myśli rezygnacyjnych. Mam nadzieję, że ten podcast pomoże wielu osobom i uratuje komuś życie. Zapraszam.

Dzisiaj rozmawiam z Olą Pawelczyk, współzałożycielką It Matters, ale Ola to nie tylkopomaganie innym.

M: Cześć Olu.

O: Cześć.

M: Gdybyś mogła parę słów o sobie powiedzieć.

O: Dobra. No to tak. Mam na imię Ola, mam dwadzieścia jeden lat. No i na co dzień mieszkam w Warszawie, pracuję, studiuję zaocznie i robię milion rzeczy naraz.

M: Prześledziłem wywiady z Tobą i nie byłem pewien, czy miałaś ze sobą próbę samobójczą, bo wszędzie po prostu mówiłaś, że miałaś ze sobą epizod kryzysu psychicznego.

O: Kryzys zdrowia psychicznego to jest bardzo ładne określenie na to, co się działo, no bo to był kryzys zdrowia psychicznego, a no powiedzenie próba jest dosyć mocne.

M: Co się stało wtedy właśnie?

O: To znaczy tak. Ja … No u mnie się dużo rzeczy kumulowały, ja po prostu trochę nie do końca radziłam sobie sama ze sobą wtedy i też mocno uciekałam od swoich problemów, szukając jakiś fajnych alternatyw. Były to, nie wiem, wyjazdy. Jak osoba, która dużo wyjeżdża, może mieć depresję i może mieć jakieś problemy. No, ale to była taka ucieczka. Ja sobie uciekałam ze szkoły w taki sposób, że ja ten ostatni rok, właśnie przed tą próbą, wyglądał tak, że tu jedna wymiana tu jeden wyjazd, tu coś tam, tu coś tam. Mnie ciągle nie było, więc jeszcze miałam masę nieobecności. Nie radziłam sobie z materiałem, no i to mówię, masę jakichś takich rzeczy związanych z samą sobą, czy takich nie wiem, relacji międzyludzkich, że tak powiem. Miałam wtedy też średnią relację z moimi rodzicami i też nie do końca się dogadywaliśmy, tak jakbyśmy chcieli.

M: Pytanie brzmi, z czym się mierzyłaś właśnie wtedy. Gdybyś mogła więcej opowiedzieć o swoich powodach, problemach tak dalej.

O: To znaczy, tak jak mówię to, to była kwestia jakichś takich czy czy relacji międzyludzkich, czy takiego poczucia niedopasowania do społeczeństwa, takiego zagubienia. Nie wiedziałam, czego chcę od życia, jakby czy to jest ok, czy to jest nie ok. Nie czułam się ok, nie wiem, sama ze sobą. Jakiś różnego typu kompleksy, myślę też tutaj podochodziły. Także to wszystko jest połączonym po prostu takim naczyniem, które wtedy…  no to wszystko działo się dookoła mnie.

M: A czy długo chodziłaś z decyzją o tym, żeby popełnić samobójstwo?

O: Ja taki pierwszy świadomy kryzys, który pamiętam, w pierwszej klasie gimnazjum, kiedy miałam trzynaście lat. No i jakoś ja po prostu wtedy już miałam takie jazdy depresyjne. Jazdy depresyjne to jest dobre określenie, jakieś takie pierwsze samookaleczenie się. Natomiast wtedy bardzo mocno na mnie wpłynęło to, że dowiedziałam się, że kolega z podstawówki, z którym chodziłam do klasy I - III się zabił i ja po prostu pojechałam na ten pogrzeb i to było dla mnie takie strasznie szokujące doświadczenie. No bo ja wcześniej w życiu byłam na pogrzebach: jednym, dwóch, jakiegoś mojego wujka jakiejś cioci, którzy zmarli, dlatego, że byli starzy, mieli nowotwór. No starzy ludzie umierają, jakby to jest taka kolej rzeczy po prostu. No ale bycie na pogrzebie rówieśnika, trzynastolatka to była taka rzecz, którą pamiętam do dzisiaj. W sensie to było bardzo takie mocne doświadczenie.

M: Czyli myślałaś o tym, ale po tym, mimo wszystko…

O: Znaczy … To było trochę tak, że ja później wiadomo tu czasami się gorzej czułam, czasami lepiej, gorzej, lepiej, gorzej, lepiej. W takich momentach powiedzmy też, szukam powoli pomocy, też nie do końca wiedziałam jak. No wiadomo, jak jest się nieletnim, to się nie wie. Tak naprawdę nieletni ludzie w Polsce mają ciężko, bo często, ja po prostu miałam średnie relacje z rodzicami wtedy, więc jakby nie nie, nie czułam tutaj takiego, nie wiem, takiej opcji szukania pomocy u nich. No bo po prostu jakoś tak to było. Wszystko zdystansowane. Dzisiaj po prostu bym poszła od razu do moich rodziców, więc tak jakby dużo się pozmieniało. Ale no jak jest się nieletnim? No to nie można iść samemu do psychologa, do psychiatry. Dorosła osoba, która ma nawet szesnaście lat, nie może iść sama do psychologa, czy siedemnaście, albo nawet dwa dni przed osiemnastymi urodzinami. Te osoby mogą mieć już swoje dzieci tak naprawdę, a nie mogą iść do lekarza specjalisty.

M: Tak to jest właśnie, jakiś taki błąd systemowy, bo jak ja sobie przypomnę, wiesz jak ja miałam szesnaście lat, no to ja byłem, wiesz osobą, która podejmowała decyzję, która miała swoje wielkie zainteresowania. A z drugiej strony te problemy, z którymi ja się borykałem, to niekoniecznie chciałbym pójść z tymi problemami najpierw do rodziców, żeby poprosić o wiesz, jakby pozwolenie na piśmie, więc to jest ...

O: No tak, ale to nie zawsze jest sama kwestia na piśmie, tylko ten rodzic musi iść. Ja na przykład jak byłam po tej próbie, no to, no właśnie do tej psycholożki chodziłam do tej samej, więc jakby tam było tak, że na pierwszą wizytę mój tata musiał pójść, no bo musiał podpisać papier, no bo jakby ja się z nią znałam, więc jakby kwestia ustaleń między mną a nią była niezmienna. Tylko kwestia podpisania regulaminu miejsca i później jak zmieniała miejsce to chyba akurat moja mama ze mną poszła. No to też jakby musiałaś na zasadzie papieru, więc to tak wyglądało. Ale też jak później zaczynałam chodzenie do psychiatry, no to też było tak, że pierwsza wizyta u psychiatry odbyła się beze mnie. No mój tata poszedł, bo akurat tak się tak się złożyło, że ja nie mogłam. Znaczy, wiadomo, no mówię tutaj, jakby z moimi rodzicami jest ok. Natomiast, no bo mój tata, pamiętam, poszedł dosłownie, chyba z tym wypisem ze szpitala powiedział mniej więcej jak było, no bo po prostu musiało być takie wprowadzenie i podpisanie papierów. Na każdą kolejną wizytę chodziłam już sama, no bo takie było ustalenie i nie miało w ogóle sensu, szczególnie że no na początku chodziłam co te trzy tygodnie, co miesiąc, co półtora. No to wiadomo, to jest dosyć często jednak i no nie każdy rodzic tak w ciągu dnia nagle może jechać sobie do lekarza z dzieckiem.

M: Kiedy postanowiłaś popełnić samobójstwo? Czy jakoś sygnalizowałaś?

O: Trochę tak, mniej lub bardziej. Ale jakby ja uważam, że też, tak jak później z jednym z moich znajomych rozmawiałam, rówieśnicy by mi nie pomogli. Ale ja też generalnie zaczęłam chodzić, rozmawiałam z psycholożką szkolną, tylko trochę za późno zaczęłam.

M: Co Cię blokowało przed sięgnięciem po tą pomoc?

O: Ja byłam taka, to tak czułam się jak nad taką przepaścią, że nie wiedziałam, w którą stronę iść, nie wiedziałam trochę, jak sięgnąć z tą pomoc.

M: To wydarzyło się tak naprawdę nie tak dawno, trzy lata temu prawda? I dzisiaj mówisz o tym, opowiadasz, tworzysz It Matters. Wiadomo nie wszystkie problemy na pewno zniknęły i kolejne są i tak dalej i tak dalej. Co się takiego zmieniło? Wiesz, od dziewczyny, która próbowała  odebrać sobie życie do do dziewczyny, która ...

O: Robi sukcesy w życiu? No nie wiem, to znaczy, myślę, że właśnie to wszystko, jakby zadziało się w takim momencie, że to był taki dosyć duży moment rozwojowy. Ale ja po prostu w pewnym momencie, to było dokładnie rok temu, nie, dwa lata temu już, we wrześniu, czyli to było przed tym, jak zaczynam klasę maturalną, dosłownie koniec sierpnia. Stwierdziłam tak: „Kurczę, idę do klasy maturalnej, to może być trudny rok, to może być roller coasters”. I to jest ten moment, kiedy ja jestem w pełni świadomie gotowa, żeby iść na taką terapię, na którą chcę iść. Nie to, że muszę, że nie wiem właśnie umówiłam się z rodzicami, że będę chodziła, że obiecałam psychiatrze, że będę chodziła do psychologa. Tylko, że ja wtedy po prostu poszłam z własnej woli. Zaczęłam od wizyty u psychiatry, bo stwierdziłam, że to jest najbezpieczniejsza opcja, od której mogę zacząć, że psychiatra mnie poprowadzi w takim razie. No i moja wizyta wygląda tak, że nie pamiętam, ona trwała godzinę. Chyba ja przez tą godzinę płakałam i tylko machałam głową. Tak albo nie.

M: A co według Ciebie było takie kluczowe w Twoim dojściu do tego momentu, w którym jesteś?

O: Myślę, że to, że właśnie ułożyłam tą relację z moimi rodzicami i że mimo tego, że czasami robiłam rzeczy, takie jak na przykład to powtarzanie roku, z którymi oni na początku się nie zgadzali, no to ja i tak po jakimś czasie słyszałam od nich, że dobrze zrobiłam, że jakby dobrze na tym wychodzę. Tak samo było z tym, że zaczęłam pracę od razu po maturze, że nie zdecydowałam się na studia. Ale tutaj chyba mama mi wprost nie powiedziała, ale też właśnie tak, jak z nią ostatnio rozmawiałam, no to stwierdziła, że to fajna opcja, że ja to zrobiłam, że pracuję rzeczywiście w fajnym miejscu, gdzie mam szansę na rozwój i myślę, że to, że trochę stawiałam na tym swoim. Upierałam się przy jakichś rzeczach i bardzo, bardzo tego pilnowałam. No to też tutaj pomogło w tej pewności siebie, no bo wiadomo na tam dziesięć dobrze zrobionych rzeczy, jedna czy dwie mogą nie wyjść i mogą nie wiem, być głupie po prostu, a po prostu przez to ja się też uczyłam tej samodzielności. No ale mówię, chyba tą główną, taką pierwszą poważną decyzją, to była ta kwestia powtarzania roku, z której jestem chyba najbardziej zadowolona i która miała najbardziej pozytywny wpływ na moje życie.

M: Jak sobie dzisiaj radzisz wiesz z problemami? Czy widzisz różnicę właśnie jak sobie dzisiaj radzisz?

O: Tak, jeśli chodzi o to, na jakim etapie jestem dzisiaj, no to już na terapię. Chodzę tak raz na miesiąc, tak naprawdę i dzięki temu czuję jakąś stabilizację. Leków też już nie biorę, bo umiem bez nich żyć i czuję się całkiem komfortowo. Także myślę, że nie wiem, teraz wiem, że jeżeli coś jest nie tak, jakby zawsze mogę liczyć na przykład na moją rodzinę, mam rzeczywiście takie grono znajomych, gdzie wiem, że jeżeli coś się dzieje, no to mogę liczyć na tą pomoc. Natomiast no mówię, wiem, gdzie tej pomocy teraz szukać i i wiem, że jestem dziesięć razy mądrzejsza niż byłam te trzy lata temu. Na pewno o taką ogólną wiedzę życiową.

M: Wiesz, jak rozmawiamy, no to jesteś wulkanem energii, wiesz pozytywnej energii. I tak pomyślałem sobie, no tak pewnie jest na lekach, a teraz wiesz, powiedziałaś mi, że nie jesteś na lekach. I jak to możliwe, że tak radosna osoba, z takim wulkanem energii… Jak to się stało, że taka osoba wiesz, jakby targnęła się na swoje życie?

O: Ja kiedyś pod tą energią, po prostu to była moja maska i jakby w pewnym momencie ja bardzo, bardzo dobrze udawałam. Teraz już nie udaje, jakby co. Teraz już jest, już jest tak po prostu, ale myślę, że kwestia takiego doceniania życia teraz. Trochę kwestia doceniania tego, co mam i cieszenia się po prostu z tego, co teraz jest. Wiadomo są takie momenty, że jestem, nie wiem, przygaszona, że trochę mi się nie chcę, że nie mam siły, że czuję się gorzej. Wiadomo raz na jakiś czas trafi się ten gorszy dzień, ale wtedy uważam, że to, że mam gorszy dzień jest totalnie ok. Akceptuję to i wiem, że mogę sobie wtedy zrobić i chill day, dzień lenia, zjeść jakieś śmieciowe jedzenie i generalnie nikt mnie nie będzie oceniał, bo się ukryję u siebie w mieszkaniu i nikt mnie nie będzie oglądał. W domu nie muszę się do nikogo odzywać, najlepiej jak to wypada wiadomo w weekendy. Ale to jakby też w kontekście pracy tutaj znajduje, myślę, równowagę.

M: Czyli osoby, które wiesz, są wulkanem energii pozytywnej i tak dalej, też okazuje się, że mogą po prostu ukrywać.

O: Każdy ma jakąś inną maskę, każdy nie wiem, ucieka w jakiś inny sposób od problemów, no u mnie to była zawsze ta maska, tej takiej turbo pozytywnej osoby pełnej energii, która jest wszędzie. Ja byłam wtedy też na etapie, że ja sobie nie pozwalałam nawet chorować na głupie przeziębienie, że ja musiałam być zawsze, wszędzie i tak dalej. I dopiero później jakby zaczęłam sobie tak zluzowywać i dopiero po tym szpitalu miałam pierwszy raz w życiu sytuację, że zaspałam do szkoły.

M: Czyli ktoś kto ma problemy, nie radzi sobie, co powinien zrobić Twoim zdaniem?

O: Zależy od wieku. To jest pierwsze, pierwsze pytanie, ile ta osoba ma lat, że to jest właśnie osoba nieletnia, czyli tutaj kwestia tak naprawdę rozmowy z zaufaną osobą dorosłą. Najlepiej, żeby to był rodzić. No wiadomo, nie zawsze się to udaje. Nie zawsze ci rodzice są, że tak powiem, ok. No ale może ktoś inny z rodziny? Może ktoś w szkole, zaufany nauczyciel, właśnie pedagog, psycholog. No to to jest taka pierwsza rzecz, jeżeli żadna z tych osób tutaj, powiedzmy, nie zadziała, no to są opcje telefonów pomocowych. 116 111 jak mantrę trzeba powtarzać. Nie wiadomo, kiedy się przyda. Wiem, że telefon zaufania tutaj Oddajemy dzieciom siłę jest po prostu niesamowity. To, co to tam robią, jest po prostu turbo turbo ważną rzeczą i rzeczywiście to jest takie miejsce, gdzie odsyłam. Jeżeli ktoś nie lubi rozmawiać, są czaty pomocowe, które oni mają także. Myślę, że to są takie miejsca, gdzie można się odzywać. No jak ktoś jest dorosły, no to nie wiem. Mogę zasugerować po prostu, że nie wiem, możesz iść tu i tu. Jest takie miejsce, gdzie możesz dostać jakąś konkretną pomoc.

M: A właśnie jako osoba młoda, bardzo młoda, co byś powiedziała ze swojej perspektywy o właśnie działaniach, które robią dorośli?  Co byś zmieniła co co tam?

O: To pytanie było mi już kilka razy w życiu zadawane, więc to też jest całkiem ciekawe. Wiem, że przed naszą rozmową słuchałeś różnych wywiadów, więc może coś tam pamiętasz. Natomiast, no ja niezmiennie powtarzam, słuchajcie swoich dzieci. Te dzieci naprawdę są mądre i i to też tak jak patrzę na te zmiany, które się dzieją, czy w kontekście edukacji, bardzo potrzebny jest głos młodych osób, które są po prostu w środku tego wszystkiego.

M: Ostatnie pytanie, co byś powiedziała, ale tak z perspektywy osoby, która jest wiesz po próbie, osobom które mają teraz myśli samobójcze i są z tą decyzją, są bardzo blisko. Co co byś im dzisiaj powiedziała?

O: Że warto szukać pomocy i że ta pomoc jest jest czasami na wyciągnięcie ręki. Czasami jest trochę dalej, natomiast no nie można bać się prosić o pomoc, bo ludzie nie są od tego, żeby nas oceniać, tylko są od tego, żeby nam pomagać. I wiadomo, trafiamy w życiu na różnych ludzi, którzy nie wiem, w jakiś sposób negatywnie na nas wpływają. Natomiast na te kilka osób, że tak powiem, złych trafi się ktoś, kto wyciągnie do nas pomocną dłoń i będzie chciał nas, nie wiem, pokierować, czy powie nam dobre słowo, które nam pomoże.

M: Dziękuję Ci za rozmowę. Trzymam kciuki. Kibicuje It Matters.

O: Dziękuję również za zaproszenie.

M: Dzięki za przyjście. Hej!

Miejsce, gdzie bezpłatną pomoc uzyskają zarówno osoby w kryzysie samobójczym, jak i szukające wsparcia dla kogoś, kto przeżywa trudności psychiczne czy żałobę po samobójczej śmierci bliskiego.


Pamiętaj, że sięgnięcie po pomoc jest pierwszym krokiem do pokonania kryzysu.

Opuść stronę

Wykorzystujemy pliki cookies